Homeopatia – ratunek czy zagrożenie?

Temat wyjątkowo na czasie… I niestety trudny. Często próbujemy znaleźć odpowiedź na postawione tu pytanie, i często bezskutecznie. W Internecie wyświetlają się strony, z których wynika nawet, że sam papież Jan Paweł II leczył się homeopatią (dziś to już mocno wątpliwe, ale w sieci można zamieścić wszystko, więc czemu by nie podeprzeć się takim autorytetem, gdy można zarobić spore pieniądze?). Rozmowy lekarzami, nawet tymi mocno zaangażowanymi religijnie, rzadko przynoszą rezultaty, co więcej – temat jest obcy również wielu teologom. A jeśli już trafi się ktoś zorientowany w temacie to z reguły zachwytom nie ma końca, bo to działa! Jak się w tym wszystkim odnaleźć?

Jakiś czas temu temat w sposób kompleksowy poruszyli fachowcy na łamach miesięcznika „EGZORCYSTA”.  I co z tego podsumowania wynika?

Działanie preparatów homeopatycznych na liczną grupę pacjentów jest niezaprzeczalne i z tym raczej nikt nie dyskutuje. Jak to zatem działa? W homeopatii stosuje się różnego rodzaju silne trucizny i substancje psychoaktywne, które podaje się procesowi tak zwanego stopniowego rozcieńczania. Pomiędzy rozcieńczeniami następuje odpowiednie wstrząsanie. Rozcieńczenia są tak duże, że praktycznie nie ma już w nich cząsteczek „leku” (a ideą było – podobne leczyć podobnym, tylko w małych dawkach – tak więc nie jest to szczepionka). Lek. med. Jacek Piotr Lisowski podaje, że rozcieńczenie D30 jest faktycznie takie, jakby 1 cm3 leku rozpuścić w naczyniu 10-krotnie większym niż wynosi promień Ziemi! Biorąc po uwagę, że woda w sposób naturalny rozpuszcza szkło, co jeszcze potęguje się w trakcie wstrząsania roztworu – a wstrząsanie przy każdym kolejnym rozcieńczaniu jest standardową procedurą – poniżej granicy ósmego rozcieńczenia stężenie cząsteczek szkła będzie zawsze większe niż wyjściowego leku! Praktycznie w tzw. lekach homeopatycznych wszędzie mamy do czynienia preparatem krzemionkowym!  Substancji, która miała leczyć, już tam nie ma! Dlaczego więc to działa?

Zaczęto się więc zastanawiać, skąd wyleczenia, skoro „lekarstwa” w preparacie nie ma. To nie lek leczy… Potwierdza to stanowisko zespołu ekspertów Naczelnej Rady Lekarskiej z 4 kwietnia 2008, które stwierdza, że: „ta metoda leczenia nie spełnia wymagań stawianych metodom stosowanym we współczesnej medycynie i że jej zasady nie są zgodne z aktualną wiedzą medyczną”.  Wiele osób jednakże twierdzi, że homeopaci wyleczyli ich z chorób, z którymi  przez lata nie dawała sobie rady medycyna konwencjonalna, i nie jest to efekt placebo, działa bowiem również na zwierzęta i małe dzieci.

Jak mówi ks. Aleksander Posacki, znany teolog i filozof:, „spór pomiędzy tzw. medycyną alternatywną a medycyną tradycyjną nie jest tylko sporem między dwoma poglądami medycznymi, lecz stawia on pytanie o ważność całej nauki. Przede wszystkim krytykowany jest fakt, że w homeopatii lekceważy się wszystkie trzy zasady termodynamiki oraz inne prawa fizyki i chemii” – one tu nie obowiązują…

Istnieje wytłumaczenie, co powoduje wyleczenia: w homeopatii są tworzone teorie, jakoby rozpuszczalnik zachowywał „pamięć” leku. Tworzą się więc różne okultystyczne teorie, jakoby za poszczególnymi substancjami stały „byty duchowe”, które przez wytrząsanie leku „pobudzamy do działania”. Głównym twórca tych teorii był Rudolf Steiner.

W kontekście powyższego, nie dziwi więc stwierdzenie ks. Posackiego, mówiące, „że homeopatia jest pewnym złożonym światopoglądem oraz kryptoreligijnym kultem, związanym z ezoteryzmem, monizmem, panteizmem”, stąd nie tylko lekarze powinni zabierać głos w tej dyskusji.

Nie bez znaczenia dla oceny tego zjawiska pozostają też inne fakty. „Steiner, a także twórca homeopatii, Samuel Hahnemann, byli wysoko postawionymi członkami loży masońskiej. Dziś wiemy, że masoneria to hierarchiczny kościół Szatana.[…] Istotne jest, że członkowie lóż masońskich wchodzą (często nieświadomie) w bezpośrednie kontakty z demonami. Steiner przeszedł wszystkie 92 wtajemniczenia masońskie (czyli również krąg wewnętrzny masonerii), co prowadzi do całkowitego oddania się w służbę Szatanowi.  Dał on podstawy pod […] medycynę antropozoiczną, tworząc tzw. leki antropozoiczne [najbardziej skomplikowana wersja leków homeopatycznych]. […] Produkują je dwie niemiecki firmy farmaceutyczne. W jednej z nich w trakcie produkcji leków czytane są nad nimi okultystyczne teksty Steinera.”

A wydawałoby się, że my – obywatele nowoczesnej Europy XXI wieku – śmiejemy się z takich rytuałów… Cóż okazuje się, że nie koniecznie i że nie wszyscy….

A życie potwierdza teorię, głoszoną przez Hanemanna, o której jednakże już nie słyszymy z ust lekarzy homeopatów, gdyż nie jest ona wygodna, a mianowicie, że „w procesie leczenia homeopatycznego dochodzi do wyparcia choroby przez silniejszą chorobę, którą wprowadzamy poprzez lek homeopatyczny. Dokonuje się to jednak na innym poziomie”.

Homeopata nie leczy choroby. Poznamy go po tym, że leczy pacjenta całościowo, wszystkie problemy. Obok więc „granulek” na ból głowy przepisze inne na wątrobę, zajrzy do oczu, spyta czy często się przeziębiasz – choć przyszedłeś z migreną! Dostaniesz torbę „leków” … no nie do końca leków…. recept… , które wymienisz w aptece za sumę lekko koło tysiąca złotych, jeśli jesteś chorowity, ale co tam, ważne że pomoże i to od razu na wszystko!  A nawet jak nie pomoże to ponoć w ogóle nie szkodzi, nie to co antybiotyki i ta cała chemia…. I tym homeopatia zdobywa uznanie – bo wreszcie ktoś podszedł do sprawy całościowo! Przecież nawet katar alergiczny jest ważny bo obniża odporność, a zwykli lekarze tej prostej rzeczy nie dostrzegają! Wydaje nam się, że złapaliśmy Pana Boga za nogi… Czy na pewno Pana Boga?

Zespół ekspertów Naczelnej Rady Lekarskiej w swojej opinii zawarł również stwierdzenie: „ Nie da się również uzasadnić postępowania opartego na stwierdzeniu, że „lek homeopatyczny nie zaszkodzi”.”

Najlepszym świadectwem niech będzie opinia znawcy tematu, na którego opiniach w niniejszym streszczeniu się opieramy – lek. med. Jacek Piort Lisowski – były prezes Koła Homeopatycznego Akademii Medycznej w Krakowie twierdzi:

„Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo homeopatia może być niebezpieczna dla duszy i ciała. Ogromnym kłamstwem jest twierdzenie, że nie daje ona efektów ubocznych.[…] Podaje się je [preparaty homeopatyczne] w specyficznej dynamizacji. Choć może ona wydawać się prostym wstrząsaniem leku, uważam, że mamy tu do czynienia z siłami, których dziś jeszcze nie rozumiemy, a które mogą negatywnie wpływać na psychikę, dusze i ciało człowieka. Sam wielokrotnie obserwowałem taki wpływ w swojej praktyce medycznej. U wielu pacjentów dokonywały się negatywne zmiany osobowości.”

Skutkiem leczenia homeopatycznego są nie problemy zdrowia fizycznego, a przynajmniej nie tylko … częściej problemy duchowe; czasem może być to doświadczenie wewnętrznej pustki i zagubienia, czasem agresja. Doktor Lisowski zaobserwował, że preparaty te (bo zasadniczo nie powinno się ich nazywać lekami) mogą wzmagać egoizm, a w przypadku wysokich potencji mogą nawet prowadzić do poważnych chorób psychicznych. Oczywiście zależy to od indywidualnej wrażliwości pacjenta, poziomu życia duchowego, długości trwania kuracji, wysokości potencji preparatu itp. No i oczywiście – a może przede wszystkim – od tego czy trafiliśmy na zwykłego naciągacza, a może beztroskiego medyka (bo skoro nie szkodzi to niech sobie pan weźmie, najwyżej nie pomoże…), może nawet z dobrymi intencjami, czy być może na wytrawnego specjalistę, w całej pełni funkcjonującego w ideologii homeopatii – jak twierdzi bowiem ks. Posacki duży odsetek homeopatów to ezoterycy, wielu posługuje się w swojej pracy wahadełkiem, a istnieją także grupy, w których poszukiwania leków odbywają się podczas seansów spirytystycznych, za pośrednictwem mediów, proszących wywołane duchy o informacje…

Jak pisze Artur Winarczyk :„Silnym argumentem przeciw homeopatii są doświadczenia egzorcystów, którzy jednomyślnie i jednoznacznie wypowiadają się o niej negatywnie, mają bowiem do czynienia z ludźmi dręczonymi i zniewolonymi na tym tle. […] Już sam fakt niemożności określenia przyczyn skuteczności specyfików homeopatycznych, ani źródła mocy w nich zawartych, pokazuje, iż należą one do sfery tajemnej siły.”

Nie dajmy się jednak wpędzić w fobię, że każdy – nawet jednorazowy – kontakt z homeopatykiem będzie skutkował u nas zmianami osobowości, problemami duchowymi czy ciężkimi dolegliwościami. Ale nie sądźmy też brak świadomości z naszej strony będzie nas zawsze chronił, bo zdania w tej kwestii są podzielone dość mocno również wśród kapłanów.  Często można usłyszeć tłumaczenia, że tak jak do popełnienia grzechu potrzebna jest świadomość tak i tutaj zapewne również. Niestety, nie potwierdzają tego konkretne przypadki. Wielu pacjentów, leczonych homeopatią, zetknęło się z nią przypadkowo, nie wiedząc nawet, że mają do czynienia z homeopatią i czym ona jest, mieli dobre intencje , a odczuwają negatywne skutki leczenie, nawet po wielu latach. We Wrocławiu przyjmują renomowani pediatrzy, który obok konwencjonalnych leków przepisują dzieciom syropki homeopatyczne, w ogóle nie informując o tym fakcie rodzica, z dobrymi intencjami, uważają, że pomagają – to my musimy być czujni! Mimo, że punkt 13. Stanowiska Naczelnej Rady Lekarskiej (patrz tutaj) stanowi: „Fakt, że polskie przepisy prawne nie przewidują konieczności przedstawienia dowodów skuteczności i bezpieczeństwa oraz uzasadnienia wskazań do stosowania „leków homeopatycznych” przed ich rejestracją i dopuszczeniem do wprowadzenia na rynek, nie zwalnia lekarza od odpowiedzialności za możliwe skutki zaniechania leczenia metodami zgodnymi ze współczesną wiedzą medyczną.”

Natomiast nie ma już dziś wątpliwości, że skutki negatywne przyjdą, gdy wiem, czym jest homeopatia, a mimo to z niej korzystam, bo przecież nie mam wyjścia, bo nic innego nie było w stanie mi pomóc!

A może moja choroba nie zmierza ku uzdrowieniu? A może po prostu Pan Bóg chce mnie przed czymś – jeszcze gorszym – obronić, dopuszczając taką czy inna sytuację? A może po prostu potrzebuje mojej choroby i mojego cierpienia do realizacji planu zbawienia… Do niego należy życie i śmierć… Przecież nawet, gdy lekarze rozkładają bezradnie ręce, nie potrzebuje potrząsania krzemionką, wymyśloną przez okultystów, by mi pomóc…

Na podstawie :

Jacek Piotr Lisowski „Prawda o homeopatii”

„Homeopatia jako inicjacja okultystyczna:  z dr hab. Aleksandrem Posackim SJ rozmawia Jurij Dawidow

Artur Winiarczyk „Strefa sił tajemnych”

Miesięcznik Egzorcysta  nr 11(39) listopad 2015

Jak rozpoznać lek homeopatyczny?

Wskazówki lek. med. Jacka Piotra Lisowskiego

Najczęściej po oznakowaniu (użycie wielkiej litery i oznaczenie potencji niżej niż litera)np. D2, D9, D200. Stosuje się też litery CH z cyframi. Spotyka się również preparaty z oznaczeniami w postaci cyfr rzymskich KM, KM10.

Natomiast firmy antropozoiczne piszą na opakowaniach tylko tyle, że lek został „wyprodukowany na bazie naturalnych procesów rytmicznych”

 

 

Klub Książki Chrześcijańskiej Siloe Smolec – strawa dla ducha i ciała

 

Nasza historia zaczęła się 17 marca 2017, kiedy to miało miejsce pierwsze spotkanie Klubu, zorganizowane przez Anię, Marzenę i Iwonę – Edyta miała tylko drzwi otworzyć i zamknąć, ale tak wyszło, że została na stałe :). Pojawiło sie na nim – ku naszemu zdziwieniu i radości – 13 osób!
Wcześniej powstała już biblioteka i mała księgarenka parafialna. Zaczęły o nich pisać lokalne media 🙂 (http://smolec24.pl/w-smolcu-powstala-obwozna-biblioteka-parafialna/), a wśród związnych z nią osób rosła potrzeba wymiany wrażeń, opinii i zwykłych przyjacielkich dyskusji na temat wartościowych książek chreścijańskich…Potrzeba tak silna, że trzeba było coś z tym zrobić! I tak ustalono, że raz w miesiącu zainteresowni takim spotkaniem będą mieli okazję do wspólnego wypicie kawy i porozmawiania o tym, co przeczytali, co ich poruszyło, co chcieliby przekazać innym…I takie spotkanie miało miejsce pierwszy raz właśnie 17 marca 2017 roku.
Potem było spotkanie kwietniowe Klubu z udziałem pani Agaty Combik z Gościa Niedzielnego (http://www.parafiasmolec.pl/2017/04/zycie-jako-wielka-opowiesc/) i niezwykle ciekawy wykład Sebstiana Kotlarza na temat osoby Piłata i procesu Jezusa.
W czerwcu spotkaliśmy się wyjątkowo w salce parafialnej – o kobietach w Bibli mówił ponownie Sebastian Kotlarz – aktywny członek naszego Klubu 🙂 i znawca tej tematyki.
8.09.2017 Klub Książki Chrześcijańskiej , jako współorganizator obchodów odpustu parafialnego, powołał do życia kawiarenkę parafialną, nadając jej i całemu Klubowi nazwę “SILOE”. Od tego dnia do 12.11 niestrudzenie w każdą niedzielę (poza wizytacją ks. Biskupa:) zapraszał parafian na kawę i ciastko po niedzielnych mszach świętych.
15.10.2017 organizowałyśmy Dzień Papieski, świętując przy smoleckich kremówkach.
21.10.2017 – nasze spotkanie miało charakter szczególny – wraz z Kręgiem Biblijnym gościliśmy ks. prof. Rajmunda Pietkiewicza, autora Biblii Polonorum, który w przystępny i interesujący sposób przekazał nam nieco wiedzy z zakresu tłumaczenia Biblii na język polski. Wyjątkowe spotkanie i wyjątkowy wieczór!
07.11.2017 – wraz z Towarzystwem Przyjaciól Smolca zorganizwaliśmy I Spacer Śladami Knillmanna. Z mieszkańcami Smolca (i prowadzącym Sebastianem Kotlarzem) przeszliśmy przez centrum naszej miejscowości, słuchając fascynujących faktów z naszej lokalnej historii. Spacer zwieńczyła kawa w kawiarence Siloe i quiz z nagrodami. Frekwencja zaskoczyła nawet organizatorów!
11. – 12.11.2018 – wspóluczestniczyliśmy w Obchodach Święta Niepodległości. Nasze świętomarcińskie rogale biły rekordy popularności!
11.12.2017 gościem Siloe był pan Jacek Pulikowski wraz z małżonką. W ramach odbywających się rekolekcji parafialnych wygłosił on piękną konferencję o małżeństwie i rodzinie. Na naszej stronie FB znajdziecie szczegółowe sprawozdanie i wywiad z tym wyjątkowym gościem: https://www.facebook.com/siloesmolec/photos/a.145817312828454.1073741828.145806772829508/179367152806803/?type=3&theater
6.01.2018 KKCH Siloe czynnie włączył się do organizacji II Smoleckiego Orszaku Trzech Króli, rozprowadzając balony z logo orszaku, gazetki i naklejki, a wsześniej wraz z www.smolec24.pl organizując kampanię reklamową tego przedsiewzięcia.

Obwoźna” biblioteka & księgarnia parafialna i dużo więcej…tak powstawał Siloe Smolec

Redakcja smolec24 gości dziś Panie: Iwonę Tomanek i Marzenę Płatek, które społecznie zajmują się popularyzowaniem literatury katolickiej, a dzięki temu podniesieniem poziomu czytelnictwa w naszej miejscowości. Zbiory, które Panie oferują, nie mają swojego stałego miejsca przechowywania, własnej siedziby czy skrupulatnie opisanych regałów z podziałem na książkowe kategorie, toteż świetnie wpisują się w ogólnoświatową ideę bookcrossingową, w Polsce znaną pod hasłem „Uwolnij książkę”.

Bookcrossing polega na zostawianiu przeczytanych książek w miejscach publicznych (park, pociąg, kawiarnia, kino), jak również w miejscach w tym celu przygotowanych – półkach, stolikach, regałach po to, by znalazca mógł je przeczytać i co najważniejsze – przekazać dalej, tak, aby książka mogła krążyć po Czytelnikach.

I właśnie o tej „ruchomej bibliotece parafialnej”, którą możemy znaleźć w kościele w Smolcu (a o czym niewielu naszych mieszkańców wie), ale również o kilku innych ważnych kwestiach  z naszymi gośćmi rozmawiają dziś Natalia Bartosiewicz-Grzesiak i Edyta Niemczynowska–Frąckiewicz. Zapraszamy do lektury!

Skąd pomysł na Waszą działalność i czym wasz projekt  (oprócz tematyki zbioru) różni się od propozycji jakie od kilku lat oferuje  Klub Książki „Szafa”?

Iwona Tomanek: Miałyśmy takie marzenie, aby utworzyć  parafialną mini bibliotekę. Ponieważ przy parafii nie ma miejsca na stworzenie jakiegoś okazałego, dużego księgozbioru postanowiłyśmy utworzyć niewielką biblioteczkę. Gromadzimy książki (ale też i filmy czy audiobooki), przewozimy je autami do domóww ostatnią  niedziele miesiąca zawozimy je do naszego kościoła, gdzie za zgodą księdza proboszcza w godzinach 10.00 – 12.00 w przedsionku kościoła każdy zainteresowany może książki wypożyczyć, przeczytać i wymienić na kolejne. De facto jest to więc parafialna biblioteka „obwoźna”, to my przychodzimy do czytelnika.

Nasz zbiór to bardzo dobre, wartościowe pozycje. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Są tam książki, filmy i audiobooki zarówno dla dzieci, młodzieży, jak również dorosłych. Przede wszystkim o tematyce religijnej , ale nie tylko, wszystkie jednak pisane przez autorów chrześcijańskich – jest to biblioteka parafialna. Są to piękne, mądre i  głębokie książki, które poruszają kwestie istotne dla nas wszystkich, o wychowywaniu dzieci, relacjach międzyludzkich, sposobach na przetrwanie kryzysów życiowych…

A skąd bierzecie książki, które zasilają Wasze zbiory?

I.T.: Część książek dostajemy. Sporo książek spływa do nas w ramach akcji „Uwolnij książkę”. Jest to projekt adresowany do wszystkich, którzy lubią czytać i chcą się dzielić książkami z innymi. Można do nas przynosić już przeczytane książki, które nieużywane zalegają w naszych biblioteczkach. My tym książkom dajemy niejako „drugie życie”, puszczając je w nowy obieg czytelniczy. Część naszych zbiorów stanowią również pozycje z naszych prywatnych biblioteczek, którymi chciałyśmy się podzielić z innymi. Niektóre otrzymaliśmy od członków Wspólnoty Podwyższenia Krzyża Świętego, do której należymy. Na początku to właśnie w naszej Wspólnocie wymienialiśmy się książkami, informacjami na temat wydawniczych nowości, czy spostrzeżeniami w związku z już przeczytanymi pozycjami. Potem postanowiłyśmy niejako poszerzyć grono potencjalnych czytelników i zarazić naszą czytelniczą pasją mieszkańców Smolca.

A jak radzicie sobie z kwestiami organizacyjnymi? Czy prowadzicie coś na kształt kart bibliotecznych,  czy może nie zapisujecie tego co jest wypożyczane?

I.T: Część zbioru jest ogólnie dostępna i można książki po prostu z półki zabierać do domu – ufamy, że wrócą 🙂  Dla części zbioru prowadzimy ewidencję: kto i kiedy wypożycza  wraz z ich numerami telefonów. Wcześniej, zanim jeszcze weszłyśmy w naszą bardziej zorganizowaną działalność, ja przynosiłam książki na przykład na nasze spotkania wspólnotowe. Zainteresowanie było dość spore i książki szybko znikały, krążyły po ludziach, długo nie wracały… Wtedy zaczęłam się zastanawiać, jak zorganizować to lepiej, tak żeby jednak książki mogły krążyć i mieć jak największe grono czytelników, ale także by spowodować większą obowiązkowość u czytelników. Między innymi dlatego zdecydowałyśmy się z Marzeną na takie rozwiązanie. Myślę, że nasi czytelnicy utrwalą sobie termin otwarcia naszego punktu, a  poza tym pomaga nam również nasz ksiądz proboszcz, który podczas mszy świętych ogłasza i przypomina parafianom, kiedy znowu będzie nas można spotkać w kościele, oddać wypożyczone książki i wybrać kolejne pozycje biblioteczne.

M.P.: Często bowiem zdarza się tak że ktoś przeczyta książkę i zwyczajnie zapomina, że ją pożyczył. Mi na przykład zdarzyła się sytuacja, kiedy pożyczyłam komuś książkę i ona wróciła do mnie po czterech latach, kiedy już nawet nie liczyłam na to, że się odnajdzie. Część książek nie wracała, stąd takie rozwiązanie.

A czy Wasze książki są jakoś podpisane czy też oznakowane.?

M.P.: Tak, są podpisane jako własność biblioteki parafialnej w Smolcu.

Ale Wasza działalność wychodzi również poza tą – jak same nazywacie – mini bibliotekę, bo prowadzicie również mini księgarnię…

Marzena Płatek: Tak, w naszej mini biblioteczce mamy również książki nowe. Nabywamy je przy okazji np. rekolekcji w jakich uczestniczymy wraz ze Wspólnotą lub indywidualnie. Często są to naprawdę wyczekane pozycje albo bardzo popularne książki, których nakład został wznowiony. Takie książki sprzedajemy, a dzięki tym funduszom możemy zakupić nowe książki do wypożyczania. Można u nas również zamawiać poszukiwane pozycje. W miarę możliwości spróbujemy je sprowadzać do parafialnej księgarni, bo taki charakter ma nasz punkt sprzedaży.

A co jeszcze można kupić w Waszej „księgarence”?

  1. P.: Prowadzimy również sprzedaż dewocjonaliów m.i. krzyże, różańce, świeczki, figury świętych, domowe kropielnice, które zawiesza się tuż przy wejściu do mieszkania. Bardzo zależy nam na wskrzeszeniu pewnych tradycji katolickich, jak również na tym, aby mieszkańcy naszej miejscowości, mieli świadomość, że właściwie na wyciągnięcie ręki jest miejsce, w którym mogą nabyć takie przedmioty. Dewocjonalia mogą stanowić nie tylko piękny prezent z okazji różnych życiowych wydarzeń – jak chrzest święty, bierzmowanie, ślub, itp. Są one również swoistym darem duchowym pochodzącym z głębi serca.

Ostatnio głośno jest o was w związku z akcją „Książki za kraty”. Włączyłyście się mocno w tą działalność. Opowiedzcie proszę na czym polega ten projekt.

I.T.: Przy okazji naszej „codziennej” działalności bibliotecznej postanowiłyśmy także wesprzeć ogólnopolską akcję „Książki za kraty”. Ideą tej kampanii jest zebranie i przekazanie książek osadzonym w zakładach karnych. Można powiedzieć, że podawanie książek za kratę może subtelnie ale celnie pomóc osadzonym w nawiązaniu na nowo kontaktu ze światem „zewnętrznym”. Bo przecież nigdy nie wiadomo co dla kogo może stać się  poruszeniem serca – czasem jest to jakaś przeczytana książka, a niekiedy wystarczy jeden cytat, który może odmienić  czyjeś życie.

M.P.: Akcja „Książki za kratę” ma na celu zmobilizować ludzi, aby przejrzeli swoje szafy, półki, magazyny czy piwnice i zechcieli podarować swoje książki więźniom. Przeczytane, zapomniane czy niepotrzebne już książki nie muszą trafić na makulaturę. Można je przekazać komuś, kto ich bardzo potrzebuje i na pewno z nich jeszcze skorzysta.

A czy książki mają być jakiegoś określonego rodzaju czy gatunku?

I.T.: Tak naprawdę więźniowie chcą i potrzebują czytać. Dlatego przekrój książek jest niezwykle duży. Zbieramy książki zarówno fabularne, beletrystyczne, podróżnicze jak również poradniki. Osadzeni także chcą się uczyć. Często właśnie w zakładzie karnym przygotowują się do matury czy egzaminów zawodowych. W związku z tym gromadzimy również dla nich szkolne podręczniki przygotowujące do egzaminu dojrzałości, książki do nauki języków obcych czy podręczniki do współczesnej historii.

Nasze zbiory trafią do osadzonych w zakładzie karnym w Wołowie.

Jaki jest termin i miejsce przynoszenia książek?

M.P.: Do końca tego miesiąca można zostawiać książki w przedsionku kościoła, można będzie przynieść  je również w najbliższą niedzielę w czasie naszego dyżuru bibliotecznego, będziemy obecne w przedsionku kościoła.

I.T.: Przy tej okazji chciałybyśmy również wspomnieć o kampanii „Termos dla Brata”, w którą też się zaangażowałyśmy.

Jest to akcja prowadzona przez Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. My w tej sprawie ściśle współpracujemy z Kołem Wrocławskim tej organizacji. Zbieramy termosy i kubki termiczne  dla osób bezdomnych – zarówno nowe, jak i używane.  Dzięki tak prostej rzeczy, jaką jest zwykły termos, ubodzy i bezdomni będą mogli nie tylko otrzymać od życzliwej osoby kawę czy herbatę, ale też zatrzymać dłużej ich ciepło. Często łyk takiego ciepłego napoju może zadecydować o przeżyciu osób bezdomnych, które pozostają na mrozie.

M.P.: Termosy i kubki będziemy przyjmowały do końca miesiąca, a później przekażemy je Towarzystwu Brata Alberta. Można przynosić nam je także w najbliższą niedzielę w godzinach

10 – 12.

Pracujecie społecznie od dawna, na jakie trudności napotykacie na swojej drodze?

 

M.P.: Jak zwykle, gdy coś zaczyna istnieć, to zainteresowanie nie jest duże. Często ludzie nie mają czasu na czytanie, często nie słyszeli o nas i nie wiedzą o możliwościach, jakie oferujemy. Ale my nie zamierzamy się poddawać (śmiech).

Na pewno książki niejako pozostawione do zabrania (tak jak to robiłyśmy na początku) rozchodzą się dużo szybciej niż te, które proponujemy do formalnego wypożyczenia, ale to chyba jedyny sposób, by wracały. Ideą naszego projektu jest bowiem to by książka  krążyła po czytelnikach.

I.T.: Bo książka ma być w obiegu, przechodzić z rąk do rąk i tylko wtedy ma sens. Jest wówczas żywa i ważna dla czytelników. Książki są drogie. Jeżeli ktoś chce zakupić kilka wartościowych pozycji, to naprawdę musi liczyć się ze sporą kwotą. Ja wiem to po sobie, bo jak to się mówi po Śląsku – mam takiego trochę książkowego szmyrgla (śmiech). A dzięki naszej propozycji czytelnik nie musi kupować i mieć w domu na stałe książki, tylko po to by ją przeczytać i odstawić na półkę. My proponujemy rozwiązanie – pożycz, przeczytaj, oddaj.

Dodajmy również, że aby móc przechowywać swoje prywatne książkowe zbiory, trzeba mieć sporo miejsca, a o to wcale nie jest tak łatwo…  Może w tym miejscu zaapelujmy do wszystkich tych, którzy pożyczyli książki (ale jakoś ich jeszcze nie oddali), aby przejrzali swoje zbiory i sprawdzili, czy coś im nie zalega z biblioteki parafialnej. A w najbliższą niedzielę jest świetna okazja, aby takie książki przynieść i oddać, ale także zaopatrzyć się w nowe pozycje do poczytania.

To na koniec jeszcze powiedzcie krótko skąd pomysł na akurat taką działalności i jakie macie perspektywy rozwoju tego projektu?

M.P.: Pomysł ten podrzuciła nam nasza koleżanka Ania Baczewska (nasza „menadżerka”:)). Ona zaobserwowała akcję „Uwolnić książkę” w szkole u swojego syna. Wspólnie stwierdziłyśmy, że na naszym lokalnym gruncie czegoś takiego nie ma, a również mogłoby się przyjąć i fajnie zafunkcjonować. I dlatego jesteśmy! (śmiech)

I.T.: Chciałybyśmy również stworzyć mały klub dyskusyjny na temat przeczytanych książek. Bo najczęściej tak naprawdę ograniczamy się jedynie do przeczytania książki, a nie mamy czasu o niej pomyśleć czy przeanalizować. A my chciałybyśmy stworzyć możliwość do podzielenia się własnymi spostrzeżeniami, inspiracjami  czy wzruszeniami na temat przeczytanych książek. Wtedy często odkrywa się nowy sens książki, czy jakieś nowe niezauważone wcześniej konotacje, przesłania, itp. Myślimy, że jest to świetna propozycja dla osób, które lubią czytać i chcą się podzielić swoimi czytelniczymi spostrzeżeniami, a ponadto spędzić czas przy herbacie w miłym towarzystwie.

A co poza książkami?

M.P.: Bardzo zależy nam również, aby kontynuować tradycję pikniku, który w zeszłym roku zorganizowaliśmy po raz pierwszy  wspólnie z naszą Wspólnotą Podwyższenia Krzyża Świętego na parkingu przy naszym kościele. Chcemy w tym roku również przygotować podobne wydarzenie  z mnóstwem atrakcji dla dzieci. To wszystko, co robimy nie byłoby możliwe bez członków naszej wspólnoty i naszych rodzin, wielu ludzi dobrej woli, ale przede wszystkim bez zgody i wsparcia ks. Proboszcza, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczne.

To musimy wrócić do rozmowy za kilka miesięcy , by przekazać naszym czytelnikom, co i jak udało Wam się zrealizować…

 Tymczasem zapraszamy już w najbliższą niedzielę 29.01.2017 od godz. 10.00 do przedsionka smoleckiej świątyni. Nasze rozmówczynie –  Marzena i Iwona – będą tam na Was czekać!

 

Za rozmowę dziękują: Natalia Bartosiewicz-Grzesiak i Edyta Niemczynowska – Frąckiewicz.